Słuchając dziś podczas treningu losowo wybranych przez YouTube utworów, zatrzymałem się na chwilę przy jednym z nich. Poczułem, że muszę się do niego odnieść. W piosence „Men Don’t Cry” („Mężczyźni nie płaczą”) wokalista Nana Endz śpiewa – a może trafniej byłoby powiedzieć: głosi – pewne prawdy, o których podczas swoich warsztatów w ramach kampanii „Nie hejtuję – motywuję” często mówi również Ilona. Kieruje te słowa do chłopców, nastolatków i młodych mężczyzn. A ja, jako dojrzały już mężczyzna z całkiem pokaźnym bagażem doświadczeń, również mam w tej sprawie coś do powiedzenia.
W wolnym tłumaczeniu artysta intonuje takie wersy:
„Mówili mi, żebym był mężczyzną, więc cierpiałem w milczeniu.
Mówili mi, że mężczyźni nie płaczą, więc nauczyłem się krwawić od środka.
Uśmiechałem się im w twarz, podczas gdy powoli umierałem.
A mimo to musiałem chodzić do pracy, nadal musiałem utrzymywać rodzinę.
Zbyt wielka presja ciążyła na mojej głowie.
Czasami nie mogę nawet spać w nocy.
Świat staje się zimny, gdy twoja dusza jest zmęczona.
Ale nikogo nie obchodzi, kiedy mężczyzna czuje się wyczerpany.
Nawet silni mężczyźni załamują się w środku,
tylko ukrywamy to przed światem na zewnątrz…”
Jaka jest prawda o nas, mężczyznach?
Na zewnątrz twardzi. Gotowi konfrontować się z niebezpieczeństwami świata. Stojący na straży naszych małych światów i zamieszkujących je społeczności. Ale czy naprawdę musimy zakładać zbroję pozbawionych emocji robocopów? Czy nie możemy pozostać po prostu ludźmi? Pięknymi ludźmi, wyposażonymi w pełną paletę uczuć?
„Chłopaki nie płaczą”, „nie maż się”, „nie bądź jak baba” . To jedne z najbardziej krzywdzących stereotypów naszych czasów – apeluje do młodzieży Ilona Adamska (moja narzeczona) podczas swoich spotkań i warsztatów. Po chwili dodaje z naciskiem:
„Macie prawo do łez. Macie prawo do emocji. Macie prawo pójść po pomoc. Bo pomoc to pójście po moc. Pójście po to, by odzyskać swoją siłę. I to nie jest obciach, tylko wyraz troski o samego siebie.”
To ważne i mądre słowa.
Wracając samochodem z kolejnych warsztatów, często słyszę wiadomości od młodych ludzi, które Ilona odczytuje ze wzruszeniem. Widzi w nich owoce swojej pracy. Pamiętam wiadomość od siedemnastoletniego chłopaka po spotkaniu w technikum w Stalowej Woli:
„Pani Ilono, dziękuję za dzisiejsze słowa. Potrzebowałem usłyszeć to jedno zdanie , że mam prawo do łez…”
No właśnie. Czy jako mężczyźni mamy prawo do łez i emocji? Czy to czyni nas mniej męskimi?
Osobiście uważam, że nie.
Przeżyte lata, trudności, z którymi przyszło mi się mierzyć, oraz stan, w jakim dziś się znajduję, dają mi prawo uważać się za twardego faceta. Mówiąc o kondycji, mam przede wszystkim na myśli sferę psychiczną, choć fizycznie również mam się świetnie. W wieku 52 lat moja siła, motoryka i wydolność często przewyższają możliwości niejednego nastolatka.
Jednak to psychika ma tutaj pierwszeństwo.

Powodów, by stać pod sklepem z piwem w ręku, użalać się nad swoim losem i obwiniać świat za własne niepowodzenia, miałem naprawdę wiele. Tymczasem jestem wolny od nałogów. Udało mi się nawet skutecznie pożegnać ze słodyczami, z czego jestem wyjątkowo dumny. Mam głowę pełną marzeń i serce przepełnione nie tylko miłością do mojej narzeczonej, ale również ambicją odkrywania nowych rzeczywistości i podejmowania kolejnych wyzwań.
Nie zardzewiałem. Nie stetryczałem. Mentalnie wciąż czuję się młodzikiem, choć włosy coraz śmielej przyprósza siwizna.
Dlatego jako dojrzały i świadomy mężczyzna wiem, że prawdziwa twardość nie polega na wyzbyciu się emocji. To nie oznaka siły, lecz raczej emocjonalnego kalectwa. Człowiek pozbawiony uczuć nie jest twardzielem. Częściej przypomina kogoś, kto utracił kontakt z własnym człowieczeństwem.
Jako kalotropa, człowiek szczególnie wrażliwy na piękno, wzruszam się architekturą, krajobrazami i niezliczonymi przejawami harmonii świata. Jako muzyka poruszają mnie współbrzmienia dźwięków, ich wzajemne relacje i emocje, które potrafią nieść. Płaczę podczas czytania książek i oglądania filmów.
Z Iloną mamy podobną wrażliwość. Niejednokrotnie zdarza się, że wzruszamy się dokładnie w tym samym momencie filmu, a potem śmiejemy się z tej naszej niezwykłej synchronizacji emocji.
Poruszają mnie również ludzkie postawy. Zwłaszcza te, które pokazują bezinteresowną dobroć. Czasem aż zapierają dech. Ilona mówi, że kocha moją wrażliwość. A ja nigdy jej nie ukrywam.
Uważam, że moja siła polega właśnie na szczerości wobec własnych uczuć.
Nie odbiera mi ona męskości.
Lata spędzone na siłowni, praktykowanie sztuk walki i troska o ciało, które dostałem na czas tej ziemskiej podróży, dają mi komfort, że w sytuacji zagrożenia stanę na wysokości zadania. Że będę potrafił ochronić siebie i bliskich. Nie muszę więc stroić groźnych min, przybierać agresywnych póz ani ukrywać emocji pod maską twardziela.
Pozoranctwo wręcz mnie bawi.
Czasem widzę, jak niektórzy mężczyźni na mój widok prostują się, przybierają wojownicze pozy, rzucają prowokacyjne spojrzenia i kroczą z dumnie uniesioną głową. Zastanawiam się wtedy, czy jest we mnie coś, co wywołuje takie reakcje. Wyglądam, jak wyglądam, ale jestem dziś na takim etapie życia, że nie szukam konfliktów.
Kiedyś było inaczej. Lubiłem konfrontacje. Lubiłem sprawdzać siebie. Wydawało mi się to męskie.

Dziś kocham spokój.
Szukam w ludzkich oczach dobroci, mądrości i łagodności. Tych samych wartości, które każdego dnia odnajduję w spojrzeniu Ilony. Czasem szukam również oczu mokrych od wzruszenia. Bo takie oczy budują we mnie wiarę w drugiego człowieka. Dają nadzieję, że mimo całego chaosu współczesnego świata w ludziach nadal kryją się ogromne pokłady dobra.
Również w nas, mężczyznach.
Bo choć potrafimy być twardzi i bezwzględni w dążeniu do celu, nadal jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Pięknymi istotami wyposażonymi w szeroką paletę emocji.
I nie ma w tym nic niemęskiego.
Jest za to bardzo dużo człowieczeństwa.
P.S.
Badania „Presja społeczna i emocje mężczyzn”, przeprowadzone w ramach kampanii „Nie hejtuję – motywuję” przez Ilonę Adamską wraz z prof. Dominiką Maison z Uniwersytetu Warszawskiego, pokazały niezwykle niepokojący obraz. Zaledwie 4% mężczyzn, którzy nie radzą sobie z trudnymi emocjami, decyduje się zwrócić o pomoc do specjalisty.
To oznacza, że ogromna większość zmaga się ze swoimi problemami samotnie. W ciszy. Za zamkniętymi drzwiami. Często pod maską siły, której oczekuje od nich otoczenie.
Nieprzypadkowo Marcin Dybuk swoją książkę poświęconą kondycji psychicznej mężczyzn zatytułował przejmującymi słowami: „Chłopaki nie płaczą. Chłopaki z okien skaczą”.
To zdanie boli. Ale właśnie dlatego warto je usłyszeć.
Bo kiedy przez lata powtarzamy chłopcom, że nie wolno im płakać, okazywać słabości czy prosić o pomoc, odbieramy im nie tylko prawo do emocji. Czasem odbieramy im również szansę na ratunek.
Statystyki publikowane przez GOV.PL są alarmujące. Wynika z nich, że mężczyźni stanowią około 80% wszystkich osób odbierających sobie życie. Za każdą taką liczbą kryje się konkretny człowiek: syn, ojciec, brat, mąż, przyjaciel.
Dlatego warto mówić :
Masz prawo płakać.
Masz prawo do emocji.
Masz prawo nie dawać sobie rady.
Masz prawo poprosić o pomoc.
Prawdziwa siła nie polega na tłumieniu emocji. Prawdziwa siła polega na odwadze, by się do nich przyznać.
Marcin Adam Bąk – felietonista i dziennikarz związany z magazynem „Law Business Quality”. Pisarz, muzyk i gitarzysta, znany jako twórca zespołów muzycznych Camorra i Formacja MY. Inicjator projektu Sound Avenue. Współtwórca podcastu kulturalno-muzycznego tworzonego w ramach kampanii społecznej „Nie hejtuję – motywuję

