Janusz Stasiak: Pomysł na album był dosyć precyzyjny, ale doszło sporo aranżacji od muzyków, biorących udział nagraniach

0
944

Janusz Stasiak pod szyldem Johan Band, nagrał pierwszą solową płytę w karierze. „Do utraty tchu” skupia niejako jego inspiracje muzyczne, które przekazywał w swej twórczości przez cztery dekady, ale jest też bardzo życiową opowieścią. O szczegółach opowiedział w poniższej rozmowie.

 

 

 

MM: „Do utraty tchu” sygnowane jest jako debiut. Ciekawe, bo jako jego lider jesteś obecny na scenie od 40 lat…

JS: To debiut projektu Johan Band, ale też pierwsza całkiem solowa płyta. Wszystkie teksty i muzyka są mojego autorstwa. W 2011 roku wyszła moja płyta Johane’s „Skazani na miłość”. Wydała ją Fonografika… Tam wszystkie teksty były moje, ale już muzyka powstała wspólnie z Tomkiem Jackowiakiem i innymi muzykami.

MM: Patrząc na skład, który zagrał na „Do utraty tchu”, widać prawie wszystkich muzyków Believe

JS: Tak wyszło. Mirek Gil był producentem albumu, więc jaka inna sekcja miałaby na nim zagrać? Robert Quba Kubajek i Przemek Zawadzki to liga światowa. Fakt że zagrali jeszcze Konrad Wantrych i Satomi, ale tylko w dwóch utworach. Konrad nagrał fortepiany w utworze „Postscriptum”, a Satomi – i tu zdziwko – nagrała klawisze do „Ikara”! Wszystkie skrzypce na płycie są dziełem Roberta Bielaka.

MM: Część utworów ma jednak sznyt bluesowy.

JS: W jednym z nich „Za horyzontem” zagrał Winek Chróst. To chyba była jedna z jego ostatnich sesji… To było straszne. Bardzo przeżyliśmy jego odejście. Słychać korzenie Breakout dość wyraźne. A co do bluesa? Hmm… Wszak rock&roll się z niego wywodzi, a we mnie płynie ta krew.

MM: Taki charakter miały te utwory, gdy je tworzyłeś?

JS: Pomysł na album był dosyć precyzyjny, ale doszło sporo aranżacji od muzyków, biorących udział nagraniach. Taki był układ, że mogli dać swoje pomysły i nutki. Wykonali świetną robotę. Młode pokolenie, czyli Marek Wojtachnia, znany z Restless, wykonał na gitarze także znakomite aranżacje. I te jego solówki. Cudo! Faktem jest, że z przygotowanego materiału, na który złożyło się 15 utworów, nagraliśmy tylko 5. Kolejne 5 powstało już w trakcie 12-to miesięcznej pracy sesyjnej na potrzeby konkretnie tego albumu. Wena tak przychodziła i pisałem praktycznie na bieżąco.

MM: To co stało się z 10 nienagranymi?

JS: Czekają na swoją kolej w szufladzie – patrz okładkę płyty – tylko tą poniżej „puchu” (śmiech).

MM: A teksty? Jakaś konkretna historia przyświecała Ci przy ich pisaniu?

JS: Życie przyniosło inspirację. A miałem je dosyć burzliwe… Było sporo materiału do analizy. Jestem już dorosłym chłopcem.To taka trochę opowieść o podróży człowieka przez życie, pełne namiętności, miłości, upadków i wzlotów oraz o dążeniu do spełnienia swoich najskrytszych marzeń.

MM: Niekończącą się opowieść właściwie…

JS: Chciałbym…

MM: Co się będzie działo z tym materiałem? Będziesz koncertował z muzykami, którzy go zarejestrowali?

JS: Na razie promocja medialna, sprzedaż detaliczna i dystrybucja cyfrowa itp. itd. Koncert miał być w kwietniu 2020 roku w Remoncie, ale potem przyszła zaraza. Plan jest taki, żeby zorganizować trasę po dużych miastach w Polsce od maja przyszłego roku. Również na wiosnę ma wyjść winyl z tym materiałem i chcemy to jakoś powiązać koncertowo. Skład projektu Johan Band jest tylko taki, jak na albumie „Do utraty tchu” i w takim będziemy grali. Ale sporo zależy od tego, co w najbliższych tygodniach wydarzy się branżowo z płytą i odbiorem medialnym.

MM: A planujesz jeszcze jakiś teledysk?

JS: Na początku roku kręcimy klip do utworu „Za horyzontem”.

Rozmawiał: Maciej Majewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.